Listy Goplany

Dno duszy mojej.

Obiecałam sobie, że nie będę się odzywała na ten temat, ale jest bardzo trudno dotrzymać takiej obietnicy czytając wszystkie komentarze na temat ostatnich wydarzeń w KODzie. Są one skrajnie różne, bo my Polacy mamy skłonność do skrajnych uczuć. Albo kogoś kochamy, albo nienawidzimy. Nie jesteśmy w stanie poczekać na wyjaśnienia tylko gdybamy i od razu wydajemy wyroki.

Tak mam na ten ten temat swoje zdanie. Nie chciałam się wtrącać, bo przecież członkiem KODu nie jestem. Próbowałam łagodzić nastroje, ale internet jest już rozgrzany do czerwoności. Zła, które się stało nie da się naprawić milczeniem. Jestem wściekła, na winnych tej sytuacji i na komentatorów, którzy wylewają na siebie nawzajem pomyje. I nikt z nas nie grzeszy nadmiarem pokory.

Nie słyszałam, by ktoś oskarżał Mateusza o przekręty. Ale może nie wszystko wiem. Jestem tylko zdumiona, że Mateusz okazał się człowiekiem.....nie chce tu powiedzieć głupim, bo to obraźliwe. Myślę, że w pewnym czasie poczuł się Chrystusem zbawcą i stracił czujność. A przecież wtedy, kiedy firma żony wykonywała tę usługę dla KODu, za którą są ujawnione faktury, wystarczyło poświęcić 5 minut. Wyjść do mediów i dać komunikat, że za taki i takie pieniądze zrobiliśmy to i tamto w tej i tamtej firmie. Dziś by nie było tematu. Przykro mi, jeśli się chce być Chrystusem, trzeba być czystym i przezroczystym. I trzeba się podwójnie zabezpieczać przed podejrzeniami. Co wcale nie usprawiedliwia tych ludzi, którzy wczoraj dawali sobie uciąć rękę za Mateusza, a dziś na niego plują. Ja mam taką zasadę: Nie obdarzam nikogo bezgranicznym zaufaniem, ale też nie obdarzam nikogo z góry brakiem zaufania. Zostawiam sobie małe pole na emocjonalną obojętność. To mi pozwala unikać zawodów. W takiej działalności lepiej zachować dystans do ludzi, z którymi współpracujemy. Niestety, sami stworzyliśmy sytuację, że cały świat identyfikuje KOD nie z nami, ludźmi protestującymi na ulicach, ale z jedną osobą Mateusza. Utrata zaufania do niego to utrata zaufania do całego Ruchu. I żal mi tych ludzi, którzy są naprawdę zaangażowani. Znam wielu takich, którzy wszystko robią za swoje pieniądze. Kupują flagi, malują banery, drukują koszulki, poświęcają czas, energię elektryczną, która dla nikogo nie płynie za darmo. Szanuję ich i podziwiam, za to, że pakują do pełna swoje auta tymi, których nie stać na bilet do Warszawy, czy na paliwo. Dziś nie ma to żadnego znaczenia, czy Mateusz Kijowski jest właściwym człowiekiem do roli lidera. Czy ma wystarczającą charyzmę, silną osobowość. Jest w KODzie sporo innych, charyzmatycznych osób, które dały by radę ponieść sztandar. Ja osobiście nie znam ani Mateusza, ani osób, które z nim rywalizują i nie opowiadam się za żadną ze stron. Jestem tylko obserwatorem. Widzę, że jedno zaniedbanie informacyjne zburzyło cały wysiłek. Znowu straciliśmy z oczy Kaczyńskiego i prowadzimy plemienne walki wewnątrz organizacji. Ale, jak to ktoś mądrze powiedział, mleko się już wylało, nie da się cofnąć czasu. Musimy sobie z tym poradzić. Niestety, ta sprawa odebrała wielu ludziom wiarę w nasze, czyli obywateli siły, straciliśmy oparcie. Wielokrotnie pisałam, że może KOD nie jest idealny, ale tylko to mamy. Teraz ludzie mi piszą, że nie mamy już nic. Mateusz źle postąpił robiąc coś na tak zwany odpierdol. Przy tak dużej organizacji, kiedy się twarzą odpowiada za tak wielka rzeszę ludzi, trzeba działać rozważnie, pytać prawników, doradców finansowych i wszystko musi być jasne i przejrzyste. Źle postąpił tez ten, kto ujawnił publicznie te fakty w tak krytycznym momencie, zamiast rozstrzygnąć sprawy wewnątrz KODu, lub zaczekać na zakończenie walki z kaczyzmem. Niestety od dawna podejrzewam, że 80% społeczeństwa nie jest dojrzałe do takiej walki, nie jest w stanie odłożyć prywaty na później, nie potrafi właściwie ustawić systemu wartości. Jest mi przykro. Mamy sytuacje koczujących w Sejmie posłów, którzy nagle zostali pozbawieni wsparcia społeczeństwa. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy 11 stycznia ktokolwiek pojawi się przed Sejmem świecić oczami za organizacje, która straciła twarz. A najlepiej bawi się Kaczyński i wie już, że wygrał. Ten na pozór drobny incydent cofnął nas do punktu wyjścia. Wszystko, co zbudowaliśmy przez te półtora roku poszło się walić. Jest to także i moja praca, wykonywana po nocach, za darmo ale z wiarą i zaangażowaniem. Tłumaczycie, że Mateusz działał zgodnie z prawem, ale nie ma to żadnego znaczenia. Piszecie, że to wszystko są pomówienia i że nie ma dowodów na jakieś przekręty. Ja słuchałam wypowiedzi Mateusza w Kropce nad I. I na jego wypowiedziach opieram swój osąd. Nie widziałam w jego zachowaniu jakiejkolwiek refleksji, że może ta, jak to nazwał niezręczność, może nam wszystkim zaszkodzić. Nie powiedział nawet, że za to nieporozumienie przeprasza tych szeregowych członków KODu, których ta sytuacja zaskoczyła. Nie przyszło mu nawet do głowy, że kiedy on dostaje kijem po plecach, to boli nas wszystkich. Nawet tych, którzy go nie lubią. Który to już raz Polacy najpierw coś w pocie czoła budują wbrew wszelkim przeciwnościom, a potem to z głupoty rozwalają?

Nie będę dziś, wyjątkowo nawoływać do zgody, do zaniechania podziałów. Bo w końcu jak długo można udawać, że czegoś nie ma, kiedy to rośnie coraz większe i większe. I wiem, że macie już dość, że chcecie wierzyć w coś, czego możecie być pewni. A życie znowu sprzedało wam ułudę, że możemy być wielcy, zgodni i wspaniali.

Czasami lepiej prawdzie w oczy spojrzeć i zobaczyć dno własnej duszy. 

morze_statek_nurek.JPG