Listy Goplany

Imperator.

I co pisowski gnomie. Trzeba było czytać Listy Goplany!

To, co się dzieje na ulicach nie byłoby dla ciebie zaskoczeniem. To jest prawdziwy suweren, ten, którego masz ciągle na ustach. Ty naprawdę przypominasz mi Nerona. Czekamy tylko na jakiegoś Petroniusza z PISu, który ci prawdę powie jak przyjaciel przyjacielowi. Ludzie nie mogą cię już znieść, a ty myślisz, że oni wiwatują na twoja cześć! Zdziwiony? To nie są wiwaty, to zaproszenie do szukania biletu lotniczego i pakowania walizek. Ach, zapomniałam, ty się boisz latać i boisz się „zagranicy”. A zgadnij, co to nas wszystkich obchodzi? Tu cię już nikt nie lubi i nikt cie nie chce w tym kraju. I powiem ci, że bardzo mnie zawiodłeś. Czekałeś 8 lat by zdobyć władzę, osiem lat cierpliwie budowałeś swoje podziemne, brudne królestwo. Ale kiedy już odzyskałeś władzę okazałeś się głupim, nierozważnym politykiem. Gdybyś swoje reformy wprowadzał powoli, miał tak dużo cierpliwości, co przez ostatnie 8 lat, nie wywołał byś tak szybko tak wielkiego sprzeciwu. Ale ty, jak głodny pies, chciałeś wszystko skonsumować od razu. I wszystko spieprzyłeś, wszystko popsułeś. Biedni Ci wyborcy PISu. Być może mają jakieś niezrozumiałe dla mnie ideały, ale nie sądzę, by ktokolwiek w ciemno godził się na takie metody rządzenia.

Zdawało się wam, że mając większość, możecie robić, co chcecie. Ale nie przewidzieliście, że na ulicy to my mamy większość. Nawet, gdyby wszyscy wasi zwolennicy wyszli na ulicę, to i tak nas jest więcej. Uprzedzałam! Nie ciesz się, że manifestacja się rozeszła. Nie ciesz się, że nas nazywasz rebeliantami, zdrajcami, komuchami i złodziejami, w swojej reżimowej telewizji. Mówiłam Ci, tylko tobie się tak wydaje, że wróciliśmy do domu. My ciągle staliśmy pod sejmem, pod Pałacem, ciągle protestowaliśmy. Tylko tobie się zdawało, że słoneczko świeci i ptaszki śpiewają. Zapatrzony jesteś tylko w siebie i zdaje ci się, że wszyscy tylko na ciebie patrzą i ciebie słuchają, jak wyroczni. Jesteś politycznym ślepcem.

Wyjrzyj na ulicę i zobacz, jaki jesteś mały w obliczu naszego gniewu.

Może teraz, kiedy ziemia zaczyna cię parzyć w stopy i wulkan ludzkiego gniewu wylewa się na ulice Warszawy, jak lawa, zauważysz, że Naród, jest żywiołem, którego żaden dyktator nie opanuje. My nie jesteśmy tchórzami, liczymy się z ofiarą krwi. Nie jesteśmy mocni w gębie, jak narodowcy, którzy wam służą. Nasz patriotyzm jest cichy i dyskretny, lecz Polska zawsze może na nas liczyć.

Kiedy wy tchórze, uciekaliście wczoraj w obstawie policji, my byliśmy naprawdę zdesperowani, by cię z tego samochodu wyciągnąć i by ci zetrzeć z twarzy ten uśmiech debila.

Lepiej nie wychodź teraz z domu, nie pokazuj się nam na oczy, bo przyjdzie moment, że nikt, żadem policjant, żaden ochroniarz, nie będzie już chciał narażać swojego dobrego imienia w obronie małego, tchórzliwego skurwysyna.

Jesteś już starym człowiekiem. To była twoja ostatnia szansa, by uratować swoje dobre imię i pozostawić dobre wspomnienia po swoim bracie. Ale dziś już wiadomo. Straciłeś tę szansę. Wręcz przeciwnie, sprowadziłeś na swoją głowę i na głowę Lecha hańbę, której ci nigdy nie wybaczymy.

Nigdy nie miałam ochoty zwracać się do ciebie bezpośrednio. Nie byłeś godny mojego czasu i zaangażowania. Ale teraz, chętnie ci przywalę. Myślę, że już jestem do tego gotowa. Bo w twoim przypadku, nie musi obowiązywać zasada, by nie kopać leżącego. A myślę, że zdajesz sobie sprawę, że leżysz przed nami na twarzy, razem z całą swoja świtą. To my ci płacimy, mendo, to my jesteśmy twoim pracodawcą. A szef, jak wiesz, ma zawsze rację.

O tym, jakimi jesteście Polakami, niech świadczy fakt, że w momencie, kiedy my śpiewaliśmy na ulicy: Jeszcze Polska nie zginęła..., wy w sali kolumnowej uczciliście uchwalenie budżetu odśpiewaniem kolędy.

Już niedługo zdejmiemy wam te fałszywe maski z twarzy. Przestaniecie sobie wycierać gęby NASZĄ POLSKĄ.

 

A Wam, przyjaciele na ulicach Warszawy, posłowie opozycji i dziennikarze, z którymi nagle prezes Kaczyński chce rozmawiać, powiem tylko tyle. Nie odpuszczajcie. On się nie cofnie. Boję się, że my, Polacy, miłośnicy pokoju za wszelką cenę, zaczniemy z Kaczyńskim negocjować, a on się po cichu przygotuje do odparcia ataku. To co się stało wczoraj, o tyle było prawdziwą siłą, bo się Kaczyński nie spodziewał takiego obrotu sprawy. Jeśli się teraz cofniemy, to drugiej szansy może nie być. Musimy sobie zdawać sprawę, że z czasem, cena krwi może być coraz większa. Nie pozwólmy mu zyskać na czasie! Niech się stanie to, co stać się musi!

Świat może dziś powiedzieć: WSZYSCY JESTEŚMY POLAKAMI.

z20613635K,-Spotkanie-u-marszalka-Sejmu-z-szefami-partii-poli.jpg